<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<rss version="2.0">
  <channel>
    <title>zwyczajne pakistańskie życie</title>
    <link>http://asjenka.blox.pl/html</link>
    <description>To nie jest blog o podróżach ani o Pakistanie. Po prostu potrzebuję pisać po polsku, bo na co dzień żyję pomiędzy angielskim i urdu. Chociaż, oczywiście, przeprowadzka do Pakistanu była  i jest wciąż  wielką podróżą w nieznane.&#xD;
Blog był otwarty przez 5 lat. Długo. Teraz - na jakiś czas - postanowiłam go zamknąć. W razie potrzeby kontaktu ze mną, proszę pisać na elaichi@gazeta.pl</description>
    <lastBuildDate>Sat, 19 May 2012 16:30:46 +0200</lastBuildDate>
    <item>
      <title>o różnych miejscach "dla kobiet"</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/o-roznych-miejscach-dla-kobiet.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Bywam ostatnio dość często w beauty parlourach . Chcę znaleźć jakiś 1. w miarę czysty 2. nie na drugim końcu świata 3. żeby cena za nałożenie farby na włosy nie zaczynała się od 15 tys. rupii (ok. 500 zł za włosy do ramion, od takiego miejsca niestety zaczęłam). Zaczęłam też prywatny przegląd coaching centres , bo mnie od dość dawna intrygują - co się tam robi, kto tam przychodzi, kto uczy, czego, o czym się gada "przy okazji" i w ogóle jak takie centrum wygląda. Zresztą to "gadanie przy okazji" i wszystko, co się dzieje oprócz zabiegów, jest ciekawe też w salonach piękności, nie mniej niż sama  piękność. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No i doświadczenie jest ciekawe. Przy okazji i paznokcie człowiek sobie zrobi, i maseczkę położy tu i ówdzie, wynitkuje się, napełni świeżymi pomysłami kulinarnymi. Dopieści się ;) zbliży się do tej kwintesencji kobiecości, jaką jest wypielęgnowana królowa domowego ogniska ;) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Taaa ... wynitkowanie to w tej sferze nie wszystko... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kto wie, czy nie trafię po tych poszukiwaniach na dwumiesięczny kurs jakiegoś kobiecego zajęcia w rodzaju projektowanie tkanin, gotowanie w stylu gudźarati, wschodni makijaż ślubny, robienie biżuterii, wyszywanie lusterkami albo haft karczob i zardozi. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Ale by było ;) Ale może nie trafię. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Na razie trafiłam na jednodniowy kurs gotowania w ośrodku Rangoonwala - miłym i ze wszech miar pozytywnym miejscu (&lt;a href="http://www.rcc.com.pk/"&gt;http://www.rcc.com.pk/&lt;/a&gt; , w ośrodku jest też m.in. biblioteka i izba przyjęć dla matek i dzieci&amp;#65279;). Kurs prowadziła Naushaba Ahmed, określająca się jako  słynna kulinarna artystka tv and radio  a zarazem  cooking expert. W ciągu trzech godzin wraz ze swoimi pomocnicami przygotowały całą kolację - kurczaka na trzy sposoby, sos peri-peri (ponoć taki jak jakiś butelkowy marki Nando s), ryż i ciasto kawowe. Artystka jest starszą panią z brzuszkiem. Na szalwar kamizie miała fartuch w czerwono-granatowe paseczki. Prowadzi te zajęcia chyba rutynowo, sprawiała wrażenie osoby nieco znudzonej. Mam cztery kursy na weekend - mówiła. Na ten, na którym byłam, przyszło 27 dziewczyn. Zasiadłyśmy na krzesełkach w kuchnio-auli na drugim piętrze. Pomocnica w fartuszku rozdała nam kserówki z przepisami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wszystko, co się działo w kuchni, sprawiało wrażenie kompletnego chaosu, błąkających się bez celu pomocnic, które niby nic nie robiły, gadającej coś tam od niechcenia i krojącej jakiegoś pomidorka artystki, wydawało się, że nic nie jest po kolei, pisak nie pisał, ryż się przypalał, śmietana zamiast w bitą śmietanę zmieniła się w masło itd. - ale wszystko pod koniec okazało się świetnie zgrane i gotowe na czas. Dziewczęta robiły gotowym daniom zdjęcia swoimi ipadami (????). Pomocnica wydała po talerzyku na parę i po łyżeczce na osobę, więc  mogłyśmy też spróbować efektów, które były całkiem jadalne. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Aha, i dostałam w nagrodę specjalny certyfikat oraz próbkę wybielającego balsamu tybetańskiego. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;I - pod ośrodkiem Rangoonwala można kupić kukurydzę i czanę prażone na węglach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Co tam jeszcze u nas. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Spółdzielnia mieszkaniowa przestała płacić dozorcom i rodzinie zbierającej śmieci. Nikt nas już zatem nie strzeże, a za zabranie śmieci musimy płacić osobno. Czasem po prostu toniemy w śmieciach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Chodzimy z dziećmi poić koty, schowane pod samochodami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wczoraj wieczorem na podwórku była strzelanina. Trwała długo, ale nie ma o niej wieści w żadnych mediach, więc może strzelcy byli byle jacy na szczęście.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No i byliśmy na dniu muzeów. Ale o tym już osobno napiszę. &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/o-roznych-miejscach-dla-kobiet.html</guid>
      <pubDate>Sat, 19 May 2012 16:30:46 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Allamijasajirakebas !</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Allamijasajirakebas.html</link>
      <description>&lt;p&gt; ... a nasza masi  na wszystko, co mówię o kimkolwiek z mojej rodziny (np. odpowiadam na pytanie: czy twoi rodzice żyją? czy masz rodzeństwo?) - mówi coś, co brzmi: Allamijasajirakhebas,  ale tak naprawdę to jest Allah Mian sahi rakhein, bas (niech Pan Bóg go utrzymuje w dobrym stanie, i to wystarczy - w topornym tłumaczeniu). &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; albo mówi to nawet ot tak sobie, gdy Michał lata za nią z jej klapkami i woła: idziemy! idziemy! &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Dowiedziałam się przy okazji, że o ten zwrot -  Allah Mian  ( Mian znaczy też "pan"- w sensie feudalnym, sardar na przykład albo taki polski pan, który miał dwór, wsie i czworaki dla służby, albo też mąż ;) ), czyli o dodawanie czegokolwiek do imienia Boga - też można się spierać. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jest jeszcze inny zwrot:  Allah Talah. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;A dziś - właśnie już zaraz - idziemy na Dzień Muzeów w Zmieniającym Się Swiecie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Allamijasajirakebas.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Allamijasajirakebas.html</guid>
      <pubDate>Fri, 18 May 2012 09:21:27 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Happy Mother's Day :o) z apdejtem</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Happy-Mothers-Day-o.html</link>
      <description>&lt;p&gt;... a dziś w Pakistanie chyba świętuje się Dzień Matki. Jeśli już ktoś świętuje (bo święta matek, ojców, dziadków, kobiet i dzieci są tu często powodem do żartów i refleksji nad upadkiem wartości rodzinnych na Zachodzie), to dzisiaj. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;W każdym razie, właśnie mój mąż odebrał sms z tej okazji wysłany z nieznanego numeru: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;HAPPY MOTHER'S DAY. You r a great mother by all respect. U are loving, kind, polite, crougious, labourious, talented, brave, protector, friendly, solicitor, sensitive, well mannered, well cultured, civilised, pious, perfect, energizer, benefactor, observer, religious, smart and most beautiful mother in this world. I LOVE YOU MOM. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;... &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;apdejt wieczorny: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Goańscy katolicy jak najbardziej obchodzą Dzień Matki. Przynajmniej oficjalnie. Mamy zostały wywołane do ołtarza, pobłogosławione, obdarowane każda po różyczce i małym białym kwiatku, oraz wysłuchały peanu na swoją cześć, w którym rozszyfrowane zostały poszczególne literki w słowie MOTHER (nie pamiętam całości, ale T poeta skojarzył ze słowem TEARS). I dowiedziały się, że są godne największej czci i mają wielką moc. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Czasem na tych goańskich mszach czuję się jak ostatnia sierota w tym swoim szalwar kamizie z wielką dupattą. Dupatta wychodzi tu z mody wyraźnie. Nosi się teraz na przykład sukienki pin-up. A niedawno stałam obok dziewczyn w spodniach rurkach i obcisłych koszulkach z dekoltami do połowy pleców, i chłopców w bojówkach i z dredami do ramion. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Happy-Mothers-Day-o.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Happy-Mothers-Day-o.html</guid>
      <pubDate>Sun, 13 May 2012 07:53:38 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>prawdziwy mast</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/prawdziwy-mast.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Mam go  - nareszcie! Już od wielu osób słyszałam, że był wspaniały i że warto po niego  sięgnąć. Ba, że trzeba. Ze to jeden z tych południowoazjatyckich mastów  ( it s a must ), bez których nie będzie się miało pojęcia o życiu tutaj. Też - że kontrowersyjny. Długo uważany za kogoś, do kogo wstyd się przyznawać: zupełnie nie paki. Pornografia, alkoholizm, brud. Gdyby chociaż pisał po angielsku. Ale w urdu!!! Tym urdu, w którym nie mówi się "pupa", ani "pierś", bo to nieprzyzwoite! &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Nareszcie, bo nie było tak łatwo kupić jego tłumaczenie na angielski, choć ukazało się już kilka zbiorów opowiadań w przekładzie. I są w księgarniach. Widziałam raz w Park Towers, jednak cena zbioru podczas tamtej wizyty mnie przerosła. Wreszcie kolega się nade mną ulitował i pożyczył. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Zbiór, który mam przed sobą, nazywa się skromnie: Selected stories. W przekładzie Aatisha Taseera.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://asjenka.blox.pl/resource/okladka_manto.JPG" alt="" width="360" height="480" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Inne wydane przekłady angielskie to m.in.  Naked Voices   czy Bitter Fruit.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Pamiętacie Opowiadania odeskie  Babla? Benia Krzyk , czy Lubka Kozak?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Nie wiem, czy Hasan Saadat Manto - bo o niego chodzi - był człowiekiem podobnym do Izaaka Babla. W ogóle mało o nim wiem. Oprócz tego, że przyjechał do Pakistanu z Bombaju po partycji, że rozpił się i zmarł w wieku 44 lat. Wiele osób mówi, że to "partycja go zabiła". &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kocham opowiadania Babla. I pokochałam Manto od pierwszego opowiadania, które przeczytałam: Dziesięć rupii. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;To było moje pierwsze skojarzenie: on jest jak Babel. Inny, oczywiście. Ale taki. Taki, że dech zapiera. Ani słowa za dużo. Pisze bardzo prosto i bardzo prawdziwie. Tak, że mu się wierzy, bo on to wszystko przeżył. To znaczy - odczuł. Inaczej być nie mogło. I wydaje się, że to najprostsze na świecie - tak pisać.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Mógłbym napisać opowiadanie o praniu, a zadźwięczy jak proza Juliusza Cezara - powiedział kiedyś Babel. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Pierwszy raz popłakałam się nad tym, że nie znam urdu i nie przeczytam oryginału. Oryginały są zawsze lepsze. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak jest wstrząsający i jak może zmienić życie tego, kto czyta. Nie mogę przestać o tych opowiadaniach myśleć.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Nie są o praniu - może niektóre mogą się takie wydawać. Wycinki z życia, obrazki, chwile, zdarzenia, opisane przez kogoś, kto jest niezwykle wrażliwy na szczegóły, wyczuwa najmniejszy fałsz i dostrzega piękno tam, gdzie wydaje się najgłębiej ukryte. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Wszyscy, którzy są ciekawi, jak to  tutaj  jest  - być kobietą, być samotną kobietą ( opowiadanie  Licence o młodej wdowie, która chce zajmować się tym samym, co jej mąż - prowadzić tongę), urodzić się w biednej rodzinie zajmującej się prostytucją w Bombaju ( Dziesięć rupii ), nie mieć dziecka ( Mice of Shah Doulah) , jak się żyje,  jak wygląda miłość i seks ( Smell, Blouse) , jak wyglądała z perspektywy zwykłego człowieka partycja i w jakich sytuacjach postawiła mocno związanych ze sobą ludzi ( Ram Khilavan, Khol Do ), albo po prostu - czego oni się boją, czym się wzruszają. z czym zmagają, albo zmagali - powinni szukać odpowiedzi właśnie w opowiadaniach Hasana Manto. I ja też. Bardzo dużo przede mną.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Teraz dużo się o nim w Pakistanie pisze, bo w tym roku - jutro - przypada stulecie jego urodzin. Czytam więc okolicznościowe numery czasopism. I dowiaduję się dużo. Im więcej, tym bardziej go lubię. No nie można nie lubić kogoś, kto tłumaczył innemu pisarzowi, zgorszonemu szczegółowością opisu w opowiadaniu Maupassanta - i powołującemu się na autorytet Tołstoja, któremu ten opis ponoć również się nie podobał:  Zeby pisać o kobiecie, musisz stać się kobietą. Byłeś chociaż raz kobietą, gdy tworzyłeś?  Czy ktoś ci kiedykolwiek dokuczał tak, jak mężczyzna potrafi dokuczać kobiecie? Czy nieznajomy kładł rękę na twoim ciele? (...) Myślisz, że Tołstoj, pisząc o bosych stopach Anny Kareniny, nie czuł się tak, jak Maupassant opisując krople wody na ciele swojej kąpiącej się bohaterki? &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;br /&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/prawdziwy-mast.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/prawdziwy-mast.html</guid>
      <pubDate>Thu, 10 May 2012 15:47:56 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>Zrozumieć Azję (kopiuj-wklej, ale warto :) )</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Zrozumiec-Azje-kopiuj-wklej-ale-warto.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Na stronie Laboratorium Więzi  znalazłam relację z dyskusji zamieszczonej w "Więzi" pod wiele obiecującym (i śmiałym) tytułem Zrozumieć Azję. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;a href="http://laboratorium.wiez.pl/teksty.php?zrozumiec_azje&amp;amp;p=4"&gt;http://laboratorium.wiez.pl/teksty.php?zrozumiec_azj&lt;/a&gt;e&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Dyskusja toczyła się wprawdzie dawno temu (w 2000 r.), ale aż tak wiele się przez te 12 lat chyba nie zmieniło. Chociaż może? Wszak to było "przed 11 września". &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Rozmawiali ludzie, którzy z Azją zjedli beczkę soli, można powiedzieć - Krzysztof Gawlikowski, Maria Krzysztof Byrski, Stanisław Zapaśnik, Henryk Lipszyc (ten ostatni mówił głównie o Japonii). &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Umieszczam kilka fragmentów, nad którymi mogę sobie porozważać - podyskutować - pozgadzać się, albo nie. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Krzysztof Gawlikowski o skomplikowaniu Azji Południowo-Wschodniej:  &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ...jest chyba najbardziej skomplikowanym regionem świata, poczynając od tego, że jest tam  circa  5 tysięcy języków, czyli połowa wszystkich języków globu, oraz wszystkie światowe religie. Tam właśnie można zaobserwować szczególne nakładanie się różnych wpływów pobliskich cywilizacji &amp;#8212; indyjskiej, chińskiej, muzułmańskiej &amp;#8212; na pewien substrat miejscowy. Ten jednak wciąż pozostaje żywotny i jest wciąż bardziej widoczny we wszystkich niemal krajach regionu.&amp;#65279; (strona 4)...&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Stanisław Zapaśnik (znowu te czcionki!)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; o buddyzmie, czyli o czymś zupełnie innym niż to, co mam na co dzień:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;   Nie pamiętam, żebym gdziekolwiek &amp;#8212; mimo, że aktywnie uczestniczyłem w różnych inicjatywach społecznych, związanych z buddyzmem, nie będąc samemu buddystą &amp;#8212; spotkał się z pytaniem o swoją religię. Te sprawy zupełnie nie obchodziły ludzi, z którymi obcowałem.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; i o czymś bliższym - islamie w Azji Centralnej: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Nie mogę też nie zauważyć, że do islamu w Azji Centralnej do tego stopnia przeniknęły treści pogańskie, że w zasadzie islam ten stopił się z wcześniejszymi kulturami rodowymi, czy z szamanizmem. W tej chwili nawet odrodzenie religijne polega tam głównie na sięganiu przede wszystkim po te tradycje islamu, które w istocie pochodzą z wierzeń i kultów pogańskich. Zastanawiając się nad tymi wszystkimi osobliwościami, musiałem sobie wielokrotnie stawiać pytanie: czy w kulturach Azji Wschodniej istnieją uniwersalne zasady moralne, czy też po prostu tylko moralność sytuacyjna?&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Maria Krzysztof Byrski o wartościach uniwersalnych: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;   Niewątpliwie cywilizacja indyjska, skoro już się ośmieliłem użyć tego określenia, ma takie powszechniki &amp;#8212; nazywają się one  sadharanadharma  i są to  powszechniki typu &amp;#8222;nie zabijaj&amp;#8221;, &amp;#8222;nie kradnij&amp;#8221;, które w kategoriach ogólnych obowiązują wszystkich i zawsze, natomiast krzyżują się z systemem wartości czy etyką czasu i miejsca.  Te ostatnie czynniki są bardzo ważne w regulowaniu czy ustalaniu norm postępowania.  Zaryzykowałbym wręcz tezę, że dekadencja cywilizacji hinduskiej, która umożliwiła ekspansję muzułmańską, wynikała z doktrynerstwa w odniesieniu do tradycyjnego systemu wartości. Uważam na przykład, że zarówno hinduskie rycerstwo, jak i bramini, czyli sfera ówczesnej &amp;#8222;inteligencji&amp;#8221;, traktowali skrajnie dosłownie system wartości, związany z ich określoną rolą w społeczeństwie. Przy czym zupełnie ignorowano tę część tego systemu normatywnego, która nazywa się  apaddharma, to znaczy moralność w sytuacjach wyjątkowych. Bywało że rycerz, ranny na polu bitwy i ginący z pragnienia, wiedząc że nie powinien przyjmować wody z rąk niedotykalnego, odmawiał jej przyjęcia, ponieważ traktował tę normę jako absolutnie bezwzględny zakaz. Tymczasem szczególna sytuacja, w jakiej się znalazł, zezwalała na to. Normy etyczne, jeśli chodzi o hinduizm, choć bardzo klarowne &amp;#8212; są łamane równie namiętnie, jak nasze. Ale to już jest praktyka.&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Krzysztof Gawlikowski o wartościach uniwersalnych u nas  : &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Koncepcja norm uniwersalnych wywodzi się z dziesięciorga przykazań, z koncepcji, że oto nad całą przeogromną ludzkością jest Bóg-Stwórca i że ta ludzkość złożona jest z takich samych jednostek ; zarówno król Herod, jak i najmarniejszy żebrak na ulicy mają taką samą duszę nieśmiertelną, daną im od Boga. Bo na tym polega nasza koncepcja jednostki, stworzonej &amp;#8222;na obraz i podobieństwo Boże&amp;#8221; i z elementem boskości w każdym z nas. I w ramach tego paradygmatu góry Synaj koncepcja wartości i norm uniwersalnych doskonale się mieści.&amp;#65279; (strona 6) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; i u nich  (mówi o Azji Wschodniej, ale wydaje mi się, że ta hierarchia bytów nie tylko jej dotyczy): &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Otóż w Azji Wschodniej, na gruncie cywilizacji konfucjańsko-buddyjskiej, ten paradygmat nie funkcjonuje, ponieważ przyjmuje się, że mamy do czynienia z całą hierarchią bytów. Pozycja każdej jednostki jest odmienna, ze względu na ową hierarchiczną strukturę: ktoś jest starszym bratem, a ktoś młodszym, ktoś jest stryjem, a ktoś pociotkiem i tak dalej. Mamy zatem fundamentalne założenie, iż ludzie nie są równi i należą do szerszej hierarchii istot. Dla Chińczyka więc pytanie o ogólnoludzkie wartości jest do pewnego stopnia absurdalne, podobnie jak dla panów pytanie o wartości uniwersalne dla ludzi, gęsi, tygrysów i piesków domowych. Pamiętajmy przecież, że tam przyjmowana jest dość szeroko koncepcja reinkarnacji w ramach całego świata zwierzęcego, ludzie nie są odeń oddzieleni przepaścią, jak w cywilizacji chrześcijańskiego Zachodu.&amp;#65279; (str. 7)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Stanisław Zapaśnik  o godności:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Kiedy Europejczyk mówi o godności, ma na myśli niezbywalną wartość, przypisywaną jednostce ludzkiej bez względu na to, kim jest. Otóż takiej wartości nie ma, jak sądzę, w Azji, przynajmniej w tym kręgu kulturowym, który poznałem. Nie ma, ponieważ nie ma tam po prostu czegoś takiego, jak wyobrażenie istoty człowieczeństwa, związanego z pojęciem analogicznym do chrześcijańskiego pojęcia duszy, czy nowożytnej idei natury ludzkiej, które w naszej kulturze jest podstawą uprawnień jednostki do oczekiwania w każdej sytuacji szacunku od innych.&amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A na koniec - Krzysztof Gawlikowski - o azjatyckim uśmiechu: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Cudzoziemcowi, Europejczykowi lub Amerykaninowi, z reguły się przytakuje, zgodnie z tamtejszymi wymogami grzeczności. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Zrozumiec-Azje-kopiuj-wklej-ale-warto.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/Zrozumiec-Azje-kopiuj-wklej-ale-warto.html</guid>
      <pubDate>Mon, 7 May 2012 09:15:19 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>feedjitowe odkrycia</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/feedjitowe-odkrycia.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Mam z boku blogowej strony coś, co się nazywa feedjit. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Czasem tam zaglądam. I dowiaduję się, że ktoś trafił na mój blog wpisując w gugla na przykład: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;czerwone rajstopy &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;wiadra z prl-u &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;pakistański seks &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;odcinanie głowy &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;zarzynanie kozy &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;karachi pakistan czy to bezpieczne miejsce &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;dziwka folklor &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; apdejt: białe robaki w jelitach karpia &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;nie wchodzi się do zakonu ze swoją regułą &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;dobra żona męża korona &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;zwyczaj chodzenia z kozą &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;:o)  &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;ajajajajaj - jak by powiedział Krecik, bohater ostatnich miesięcy &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; (chociaż teraz są też inni bohaterowie: np.   Wilk i Zając , no nie  taki , nie, gdzie mu tam do Krecika... - ale też ma momenty...poza tym w jednym odcinku słychać pieśń o Milionie Ałych Roz , w innym Piesniary Kasił Jaś kaniuszynu  w innym po prostu różne ludowe pienia, hopaki i lezginki, więc przyjemności zupełnie innego rodzaju - i oczywiście Fasolki, i oczywiście Ogórek... )&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;niezbadane są wyroki gugla!&lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/feedjitowe-odkrycia.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/feedjitowe-odkrycia.html</guid>
      <pubDate>Sun, 6 May 2012 05:16:51 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>o tym, jak nic się nie dzieje :)</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/o-tym-jak-nic-sie-nie-dzieje.html</link>
      <description>&lt;p&gt; Zastanawiam się, o czym pisać na blogu, skoro nigdzie nie wychodzimy i nic się nie dzieje. Dni płyną swoim upalnym rytmem. Tygodnie - swoim. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Opowiedzieć jeszcze o różnych znanych mi miejscach w Karaczi? O Sindh i ludziach Sindhi? Dokończyć o podróży na północ? O książkach, które czytam na wyrywki przy karmieniu? A może o różnych sesjach z zimowego festiwalu literatury, o którym właściwie nie wspominałam, a nie dość, że na nim byłam, to jeszcze pakistańska prawie- Viva  (a może Zycie na gorąco? ) zrobiła mi z ukrycia zdjęcie, co gorsza sporych rozmiarów i umieściła na swoich łamach z komentarzem jak to przyjemnie widzieć gori w desi gear  i w ten sposób mogłam przez chwilę poczuć się celebrytką? ;). Bo o tym fakcie poinformował mojego męża nasz znajomy, któremu to pismo wpadło w ręce. Mogłabym też na chudoj koniec  wejść w głąb siebie  i zdawać relację z jakże zmiennych stanów mojej duszy ;P Albo, kobiecym obyczajem  napisać o dzieciach :) Bo nie tylko Michał jest w moim życiu. Ale też bliźniaki po bracie. I one są dla mnie dużym wyzwaniem.  &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Aha, ale a propos tych upalnych rytmów dnia, chciałam koniecznie napisać o  paharach. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na poranek mówi się u nas w domu albo zwyczajnie subha  (rano), albo  pehla  (pierwszy) peher . Na popołudnie -  do pahar ( albo  peher) ke bad . Ke bad  znaczy "po", do  - dwa, ale co to jest  peher?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; No i okazuje się, że doba dzieli się tutaj na pehery - trzygodzinne mniej więcej odcinki. Jest ich osiem, a zaczyna się liczyć od 6 rano. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Na popołudnie mówi się seh peher  (trzeci), na wieczór - shaam , choć u nas w domu dużo częściej jednak po prostu maghrib ka waqt  (czas modlitwy maghrib ). Czas po maghribie  jest chyba szczególny - zapala się wszędzie w domu światła, zasłania okna i zamyka drzwi - ale nie tylko to. Niektórzy uważają, że po  maghribie  nie wolno obcinać paznokci, że nie powinno się wychodzić - szczególnie dzieci, nie wolno też stawać pod drzewami. To wszystko chyba ze względu na dżina, który wtedy może wejść w człowieka. Poza tym nie powinno się też wtedy jeść, tylko biec na modlitwę, bo czas między maghribem  a ostatnim azanem dnia (na wieczorną modlitwę  isha) jest bardzo krótki. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;A poza tym starym podziałem czasu i religijnym podziałem czasu dobę reguluje nam też dostawca energii elektrycznej - od 12 do 14 nie ma, od 17 do 19 nie ma, od 22.30 do 24.30 nie ma. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/o-tym-jak-nic-sie-nie-dzieje.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/o-tym-jak-nic-sie-nie-dzieje.html</guid>
      <pubDate>Thu, 3 May 2012 14:36:08 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>z cyklu PTTK: muzeum Lok Virsa 1</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/z-cyklu-PTTK-muzeum-Lok-Virsa-1.html</link>
      <description>&lt;p&gt;Jakoś odbiegłam od wspominkowych wrażeń z wycieczki na północ. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Kiedy to było. Czy to w ogóle było ;)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;W Islamabadzie odwiedziliśmy muzeum etnograficzne Lok Virsa.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jego wnętrza strzegą nie dość, że brodaci nieprzejednani strażnicy, to jeszcze liczne piszczące bramki. Czyli normalnie ;). Nie wolno robić w środku zdjęć. Nawet komórką. Aparaty fotograficzne wędrują do depozytu. Dotykać czegokolwiek też - oczywiście! - nie wolno. Wolno za to iść w kierunku wyznaczonym przez strzałki i oglądać eksponaty: pięknie wyszywane tkaniny, stare naczynia, zastygłe sceny z życia, np. z pusztuńskiego parkingu dla ciężarówek czy wesela. Drogę umilają fragmenty występów muzyków tradycyjnych, puszczane z kilku telewizorków umieszczonych dyskretnie pomiędzy eksponatami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Jest na co popatrzeć, to fakt. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; A&amp;#65279;le nic nie poradzę, że zawsze chcę podotykać i w ogóle przełamać te srogie muzealne normy. W Lok Virsie tak samo: od razu zaczęłam chcieć się ubrać w te stroje, założyć te gigantyczne kolczyki i sprawdzić, czy mi się ucho nie urwie, zrobić i wypić  tak herbatę, pojeździć jeśli nie ciężarówką, to udekorowaną rikszą, coś zatańczyć, jakoś się w tym świecie przynajmniej rozgościć i poczuć wygodnie. Posłuchać opowieści pani, która wymalowała niejedną pannę młodą czy kierowcy, który zjeździł cały Pakistan. Obejrzeć stare zdjęcia. &amp;#65279;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;No ale nie zawsze się tak da. W szpitalu się też jest to ryzykowne. Albo w urzędzie skarbowym. To niby czemu w muzeum ma nagle być inaczej.&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Przypomniały mi się słowa Jamesa Clifforda z eseju o kolekcjonowaniu w Kłopotach z kulturą : &amp;#65279; Nie zbliżaj się do tych przedmiotów inaczej niż do osobliwości wywołujących chichoty, sztuki budzącej podziw albo dowodu służącego naukowemu poznaniu (J. Clifford, s. 234)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; W muzeach, pokazujących sztukę, jakoś jeszcze znoszę tę dominację oka-wzroku-wizualności. Ale w muzeach etnograficznych bardzo mnie to odstręcza. Chyba dlatego, że wystawy dotyczą życia innych ludzi - zwykle oddalonych w czasie albo w przestrzeni. Ponuro działa na mnie świadomość, że oglądam coś, co żyło razem z kimś. Było dla niego ważne.Teraz umarło i stało się częścią kolekcji. Chociaż wiem, że upraszczam, to zaczynam snuć smutne myśli o wkładaniu innych ludzi w szufladki, przyglądaniu się im jak dziwowiskom, robieniu z nich przedmiotów, zabieraniu im głosu. Nie pocieszają mnie nawet inne myśli: że gdyby tego nie zabrać, to ślad by po tym nie pozostał, że wcale nie zawsze w obecności tego przedmiotu w muzeum kryje się przemoc. Ze tyle nowego mogę się dowiedzieć, że dziedzictwo, że świadomość historii, że dla kogoś też źródło dumy, a ja mogę podziwiać piękno, różnorodność, myśl i Człowieka. A poza tym - przecież teraz dużo się zmienia, bo wielu osobom już od całkiem dawna takie "tradycyjne" muzeum się nie podoba. Zastępy uczonych i pracowników muzeów rozmyślają nad tym, jak można to podejście zmienić - i zmieniają je (choćby tu: &lt;a href="http://onmuseums.com/ideas/themes/"&gt;http://onmuseums.com/ideas/themes/&lt;/a&gt;&amp;#65279;). &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;W każdym razie, zamiast się cieszyć, jakie to wszystko piękne, kolorowe i fajne, to zaczynam skręcać w tę stronę i wychodzę raczej przytłoczona. W Lok Virsie na dodatek przechodzi się przez archiwum i najchętniej bym tam właśnie została na kilka tygodni - a nie mogłam. I ta masa książek tylko w urdu :( Więc już w ogóle ;)&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Do woli można fotografować to, co na zewnątrz. A więc:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;jeden ze sztandarowych znaków rozpoznawczych Pakistanu: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="znak rozpoznawczy Pakistanu" src="http://asjenka.blox.pl/resource/pomnik_ciezarowki.JPG" alt="znak rozpoznawczy Pakistanu " width="560" height="375" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; ... oczywiście tonga - czyli inny z takich znaków-symboli ;) : &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="tonga" src="http://asjenka.blox.pl/resource/_DSC0032.JPG" alt="tonga" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; sklepik w stylu, nie weszłam z obawy przed dynamiką Michała, która by tam wszystko zmiotła: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="sklepik " src="http://asjenka.blox.pl/resource/_DSC0053.JPG" alt="sklepik " /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;  wnętrze innego, mega-super-hiper- orientalne:&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img src="http://asjenka.blox.pl/resource/_DSC0056.JPG" alt="" /&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Twórcy muzeum upodobali sobie wyraźnie motyw konia: &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="ach gdzie moje szare konie ach gdzie moje lejce" src="http://asjenka.blox.pl/resource/konik_papierowy.JPG" alt="ach gdzie moje szare konie ach gdzie moje lejce" width="600" height="800" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="oj czyj to kiń stoit..." src="http://asjenka.blox.pl/resource/konik2.JPG" alt="oj czyj to kiń stoit..." width="800" height="600" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="koniki " src="http://asjenka.blox.pl/resource/koniki_rulez.JPG" alt="koniki " width="800" height="600" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="oto, co kryje koniowe wnetrze" src="http://asjenka.blox.pl/resource/tekturowe_wnetrze_konia.JPG" alt="oto, co kryje wnetrze" width="800" height="600" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;cdn. &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/z-cyklu-PTTK-muzeum-Lok-Virsa-1.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/z-cyklu-PTTK-muzeum-Lok-Virsa-1.html</guid>
      <pubDate>Tue, 1 May 2012 17:38:46 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>aloo ki bhujia czyli zabawa w prawie Pollyannę ;)</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/05/aloo-ki-bhujia-czyli-zabawa-w-prawie-Pollyanne.html</link>
      <description>&lt;p&gt; W każdej czarnej d... niełatwej sytuacji można spróbować doszukać się jakichś plusów. A przynajmniej sprawdzić, czy są. A nuż. Taka zabawa ;) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Swietną okazją do tejże zabawy jest dla mnie na przykład mieszkanie z teściową. Jednym z tych pollyannowskich plusów jest, że mogę poznać biharsko-pakistańskie gotowanie w jej wydaniu. Wydaje mi się, że serwowane przez teściową potrawy są mocno osadzone w tradycji. Są też na ogół smaczne - choć sporo z nich trudno nazwać lekkimi, głównie ze względu na smażenie cebuli prawie na czarno, ilość czerwonego czili oraz - szczególnie :( - kilkakrotne używanie do smażenia tego samego oleju. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Ale nie wszystkie mają te minusy. Na przykład jej khiczri, daale czy niektóre salany są świetne i bardzo wyważone w smaku. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Jednym z ulubionych przez teściową zestawów obiadowych jest ryż, dal i ziemniaki - aloo ki bhujia. Bhudźia z kartofla. Czyli ziemniaki z cebulą i przyprawami. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Trzeba obrać ziemniaki, pokroić je na pół, na pół i w poprzek w cienkie plasterki. Umyć. Pokroić cienko jedną cebulkę (czerwoną, najbardziej rozpowszechnioną). Wlać olej do solidnego gara, my robimy to w karahi. Rozgrzać. Wrzucić cebulkę, 2-3 czerwone chili pokruszone, łyżeczkę kuminu, można czarnuszkę. Poczekać aż cebula się zezłoci. Wrzucić ziemniaki. Mieszać, mieszać, mieszać, aż trochę się podsmażą. Dodać zielone czili drobno pokrajane, sól, wlać trochę wody, przykryć i dusić do miękkości. Podawać, gdy trochę ostygnie. &lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/05/aloo-ki-bhujia-czyli-zabawa-w-prawie-Pollyanne.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/05/aloo-ki-bhujia-czyli-zabawa-w-prawie-Pollyanne.html</guid>
      <pubDate>Tue, 1 May 2012 15:15:05 +0200</pubDate>
    </item>
    <item>
      <title>wpis urodzinowo-jubileuszowy</title>
      <link>http://asjenka.blox.pl/2012/04/wpis-urodzinowo-jubileuszowy.html</link>
      <description>&lt;p&gt;A w piątek wieczorem poszliśmy na urodziny Jej Królewskiej Mości Elżbiety II. I na jej Diamentowy Jubileusz. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; Deputy High Commission (czyli, o ile się nie mylę, odpowiednik konsulatu w krajach należących do Wspólnoty Narodów -  Commonwealth) zastrzegła, że goście mają przyjść bez dzieci. Więc zostawiliśmy Michała w domu. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Więc co 10 minut przeżywałam wizje, że M. np. robi kupę, a cała rodzina zaczyna go przewijać. Albo że skacze po łóżku i zlatuje na kamienną podłogę (już tak niedawno zleciał). Albo że dostaje do zabawy lekarstwa dziadzia (już tak niedawno dostał :/ - pastylki, którymi świetnie można było pstrykać). &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Ale poza tym - świetna sprawa, takie kilka godzin tylko razem :) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt; I że można w ciągu kilku godzin być w tak różnych światach. Niektórzy mówią, że w Karaczi co cztery kilometry to inny świat. A więc można wyjechać z domu (świat 1), minąć rozmaite mniej ub bardziej szemrane dzielnice, w których dzieją się teraz niedobre rzeczy delikatnie mówiąc (świat 2, który można rozbić na setki mniejszych) i znaleźć się w końcu w miękkich murawach, wśród eleganckich mężczyzn i kobiet, sączących alkohole roznoszone przez kelnerów i zagryzających je pieczarkami w panierce. Spoglądać na portret królowej  górujący nad otoczeniem , na Jej tort urodzinowy, słuchać hymnów  Commonwealth i Pakistanu - zagranych oczywiście przez orkiestrę w bieli, a po nich mowy Deputy High Commissionera. Obserwować lekkie (albo i nie lekkie) znudzenie towarzystwa, a potem nawiązywanie znajomości, wymienianie się wizytówkami, entuzjastyczne powitania, wspólne fotografie pod portretem królowej, itd. - przy akompaniamencie sonat Beethovena i mazurków Szopena. Pianisty mało kto słuchał, ale mnie ta muzyka na żywo bardzo uradowała. &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;A potem wrócić do tych innych światów, w których nie ma żadnej królowej, za to dzieci są widziane w im większej ilości tym lepiej, nosi się i je zupełnie co innego, jeździ się czym innym, co innego się słyszy, co innego się kupuje, inaczej spędza się czas. I snuć refleksje, co bym myślała i pisała o Pakistanie, gdybym trafiła np. do rodziny, dla której takie spotkania jak urodziny królowej to codzienność?&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;Wróciliśmy, zastaliśmy dziecko w bardzo dobrym stanie i szampańskim humorze, tylko przebrane nieco dziwnie :) &lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="wiele osób chciało zrobić sobie takie zdjęcie" src="http://asjenka.blox.pl/resource/GAB_0077.JPG" alt="wiele osób chciało zrobić sobie takie zdjęcie" width="657" height="648" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="było przyjemnie :)" src="http://asjenka.blox.pl/resource/GAB_0050.JPG" alt="było przyjemnie :) " width="968" height="593" /&gt;&lt;/p&gt;&#xD;
&lt;p&gt;&lt;img title="tylko trochę ciasno?" src="http://asjenka.blox.pl/resource/tlok_i_scisk.JPG" alt="tylko trochę ciasno?" width="678" height="454" /&gt;&lt;/p&gt;</description>
      <author>asiakusy@NOSPAM.gazeta.pl</author>
      <category />
      <comments>http://asjenka.blox.pl/2012/04/wpis-urodzinowo-jubileuszowy.html#ListaKomentarzy</comments>
      <guid>http://asjenka.blox.pl/2012/04/wpis-urodzinowo-jubileuszowy.html</guid>
      <pubDate>Mon, 30 Apr 2012 08:42:44 +0200</pubDate>
    </item>
  </channel>
</rss>


